Leszek Kabłak - podróżnik, dziennikarz, krakowianin


Idź do treści

pasje

Największą pasją są moje dziewczyny: żona i córka. Nie będę się jednak szerzej rozpisywał w tym temacie gdyż także tutaj, zamierzam zachować prawo do prywatności. Z rodziną konkurować mogą tylko podróże. Ostatnie lata to seria niezapomnianych, prywatnych wojaży po świecie. Chwilowo musiałem jednak przystopować trampingi. Do czasu gdy córka podrośnie. Jazdę po świecie mam po części we krwi. Od małego gdzieś się dalej przemieszczałem. Z początku z Rodzicami, po północnej Afryce i Europie Zachodniej, potem już sam. Czy to na studia czy z pracy. Zdecydowanie najciekawsze były jednak wyprawy prywatne:

Rok 2004 - Peru, Boliwia
Rok 2005 - Tajlandia, Laos, Wietnam, Kambodża
Rok 2006 - Meksyk, Belize, Gwatemala, Salwador, Honduras, Nikaragua, Kostaryka, Panama
Rok 2007 - Hongkong, Singapur, Australia, Nowa Zelandia, Mołdawia, Separatystyczna Republika Naddniestrzańska


Zawsze marzyłem o namiastce egzotyki pod ręką. Po tym jak zobaczyłem bogactwo istnień na Wielkiej Rafie Koralowej, postanowiłem że cudowny podwodny świat musi stać się także moim udziałem. I tak oto mam akwarium. Nie morskie czy rafowe - bo takie wymaga sporej wiedzy i pieniędzy lecz z dyskowcami. Ubóstwiam paletki, do bólu majestatyczne i kolorowe.

Sferą, która od dziecka mnie niezwykle kręciła jest sport. Aktywnie uprawiam go… jako kibic. Ale o ile będąc dzieckiem chciałem trafić do kadry narodowej w piłce kopanej o tyle później mą uwagę przyciągnęła muzyka. Szczególnie w wydaniu rockowym, metalowym, funky i bluegrass. przyciągnęła muzyka. Szczególnie w wydaniu rockowym, metalowym, funky i bluegrass.


Zresztą nie lubię szufladkować - dobrą muzykę odnaleźć można w wielu nurtach. Tysiące godzin z gitarą w ręku - mozolnych ćwiczeń skal, kostkowania, sweepingu, tappingu i arpeggio wystarczyły by dziś grać poprawnie na gitarze. Nie wystarczyły jednak by pójść w ślady moich idoli, wirtuozów gitary elektrycznej. Zabrakło może talentu, a na pewno wytrwałości. Pozostało wsłuchiwanie się w twórczość i popisy niedoścignionych mistrzów. By wymienić kilku: Steve Morse, John Petrucci & Dream Theater, Zakk Wylde, Stevie Vai, Joe Satriani, Nuno Bettencourt, Blues Saraceno, Richie Kotzen, Marc Bonilla, Scott Henderson, Frank Gambale…no i Jacek Królik, mój osobisty mentor.


Od tej wyliczanki zaschło w gardle. A że człowiek nie wielbłąd….
W lecie najbardziej lubię piwo, bez względu zaś na porę roku - wino. Tej pasji, oddaję się od lat. Dłużej jako konsument (czerwonych wytrawnych cieczy rodem z Ameryki Południowej), krócej jako winiarz. Dzięki życzliwości teściów, którzy udostępnili mi skrawek czarnoziemu, stałem się właścicielem własnej winnicy. W 2008 roku posadziłem 40 krzaków winorośli (na wiosnę dosadzę kolejnych kilka). Głównie są to odmiany ukraińskie. Na wina białe: Muskat Odeski, na czerwone: Iliczewskij Rannij.



Powrót do treści | Wróć do menu głównego