Leszek Kabłak - podróżnik, dziennikarz, krakowianin


Idź do treści

o mnie

Wszystko zaczęło się w 1974 roku.
We wrześniu, w Krakowie. Z miastem tym związany byłem od zawsze i myślę że na zawsze. Emocjonalnie na pewno, fizycznie z przerwami…
Wstępną edukację odbierałem po polsku, arabsku i francusku. W Krakowie a następnie w Trypolisie (Libia) i Evian-les-Bains (Francja). Do szkoły średniej, XV LO, uczęszczałem w mojej dzielnicy, Podgórzu. Potem nastał czas studiów i tramwajem jeździłem trochę dalej, na Uniwersytet Jagielloński. Przez cztery lata studiowałem nauki polityczne, przez rok w Padwie, le scienze politiche. Miał być jeszcze doktorat, ale po czterech latach zmagań, zrozumiałem że nie pogodzę wielogodzinnego ślęczenia nad rozprawą doktorską o lustracji i dekomunizacji w Europie Środkowo-Wschodniej z równie czasochłonną pracą reportera.




Z początku nie chciałem być dziennikarzem. Na studiach odrzuciłem tę specjalność. Ale los chciał inaczej. Jesienią 1999 roku, Ewa Drzyzga, ówczesna szefowa pionu informacji w RMF FM szukała do pracy w newsroomie osób ciekawych świata a przede wszystkim znających języki obce. Francuski, włoski i angielski utorowały mi drogę na Kopiec. Tam właśnie zaczęła się moja dziennikarska szkoła życia. Nie taka z książek, teoretyczna. Prawdziwa. Jak serwisy informacyjne co godzinę. Po miesiącach magla i zmagań z samym sobą i materią, fachowcy od słowa pisanego oraz mówionego zrobili ze mnie człowieka.

Nabyta wiedza okazała się przydatna w dalszej przygodzie dziennikarskiej, bo tak od początku traktowałem to zajęcie. Do stolicy trafiłem w 2001 roku. Niechętnie, z konieczności, za pracą. Dużo jej jednak zawdzięczam. W Warszawie rozpocząłem naukę telewizji. Z jednej strony warsztaty i certyfikaty Fundacji Reutersa, z drugiej - fantastyczni dziennikarze a zarazem ludzie. Bogdan Rymanowski, Piotr Michalak, Jarek Kuś otworzyli mi oczy na nowe medium. I pokochałem informowanie nie tylko słowem ale przede wszystkim obrazem. W „Wydarzeniach” telewizji Puls, podobnie jak na Kopcu, przypadły mi wiadomości ze świata. Z czasem także z kraju, zaczęły się wyjazdy. Coraz częstsze, coraz dalsze. Z premierem, z prezydentem. I te chyba już na zawsze najważniejsze: w styczniu i lutym 2002 r. do Watykanu, zwieńczone krótkimi aczkolwiek zaskakująco bliskimi spotkaniami z Janem Pawłem II.

Telewizja Puls padła (zresztą nie po raz ostatni). Jesienią 2002 roku sięgnął po mnie Polsat. Dzięki „słonecznej stacji” wróciłem do domu. Do Krakowa. Rozpocząłem nowy etap w życiu: korespondenta terenowego. Działo się. Fascynujące perypetie z operatorem Markiem Żuberem, materiały montowane na tylnym siedzeniu w samochodzie lub gdzieś w kącie, spotkania z niezwykłymi ludźmi na południu Polski i w sąsiednich krajach. W 2005 roku, za sprawą nowych pryncypałów, uznałem że mój czas w Polsacie się wyczerpał.


Za radą i z pomocą Tomka Sekielskiego trafiłem do TVN24. Do tysiąca przygotowanych materiałów telewizyjnych doszły tysiące wejść na żywo. Z miejsc brzydkich i pięknych, z tematów ważnych i błahych. Jeszcze szybsze tempo, jeszcze większa presja. I adrenalina! W 2006 roku koleżanki i koledzy po fachu uhonorowali mnie nagrodą Dziennikarza Telewizyjnego Roku w Małopolsce. Miłym podsumowaniem tych pierwszych lat w branży było wyróżnienie wśród dziennikarzy lokalnych przez miesięcznik Press, w sierpniu 2009 r. W tym samym czasie los zetknął mnie z Ewą Ewart. Autorka niezwykłych filmów dla BBC skutecznie zaraziła mnie dokumentem telewizyjnym. W 2009 roku, pod okiem Ewy zrobiłem pierwszy krok w tym kierunku. Po 6 tysiącach kilometrów i 2 tygodniach zdjęć powstała „Francja w objęciach atomu”.



Powrót do treści | Wróć do menu głównego